wtorek, 30 grudnia 2014

Stare czasy...

Hejo, jak minął dzień? Ja postanowiłam z powodu mej dzisiejszej retrospekcji wstawić Wam parę moich starych rysunków, a właściwie to dwie pary. Od najstarszego do najnowszego, więc nie przedłużam i zaczynamy.




Nie pamiętam kiedy rysowałam ten rysunek, ale już naprawdę dawno temu. Pamiętam, że pierwsza wersja wyszła trochę... No może trochę bardzo jak E.T., czyli znany ufoludek. Ostatecznie co prawda jej nie skończyłam,  ale cały pomysł był taki, że na dwóch czwartych rysunki będą linie kolorowe, a na reszcie ołówkowe chyba już nigdy jej nie skończę...



To Merida z filmu''Merida waleczna''. Daty rysunku niestety znów nie pamiętam, ale to jedynie dlatego, że powstał bardzo dawno. Jest to kopia jednej z ilustracji jaką zobaczyłam w inernecie, na Youtubie. Miałam wtedy ogromną fazę na markery firmy COPIC, ale ostatecznie używam tych firmy LETRASET. (Jeżeli ktoś chce mogę coś o nich napisać).



MOJA PRACA (kredkami)




A TO ORYGINAŁ KOLOROWANY COPICAMI... Widać sporą różnicę. Może niekoniecznie znaczy to że praca mi nie wyszła, ale jest co najmniej mniej spektakularna. I TAK JESTEM Z NIEJ DUMNA :)

AUTORKĄ GO WZORCA JEST KERRIE
 JENKINS. PROCES POWSTAWANIA JEJ PRACY MOŻNA OBEJRZEĆ NA WSPOMNIANEJ WCZEŚNIEJ YOUTUBIE. Dla ułatwienia powiem co należy wpisać w okienko otóż ''copic marker drawing merida''






Przy tym rysunku niewiele mam do powiedzenia, ale oznacza to jedynie tyle, że jednak coś mam. Jest to praca powstała podczas pobytu u babci. Było tam na tyle nudno, że mimo kredek jakimi wtedy dysponowałam tj.:czerwony, żółty, niebieski, zielony, brązowy udało mi się stworzyć COŚ. Ta praca jest powiększeniem ilustracji z karty z płatków śniadaniowych, którą znalazłam podczas pobytu właśnie u babci.



A to już praca mojego autorstwa, mój pomysł. Stworzyłam ją w sumie niedawno, chociaż, ja wiem czy tak niedawno... W każdym razie jest baletnica i tak, wiem, że ma nienaturalnie długie nogi, ale taki był zamysł pracy, ponieważ uznałam, że inaczej byłaby po prostu nudna. Być może nie powoduje iż ''szczena opada'', no ale cóż. Powstała w małej żaglówce z kabinką, kiedy to moi rodzice odkryli magię żeglowania i wcale nie mieli zamiaru żałować prędkości, a najwygodniejszą pozą jaką mogłam w tym czasie przybrać było skulenie się, więc był to trening, można powiedzieć, mojej wytrzymałości i cierpliwości.


 Jestem dumna, że tak prezentują się moje prace z przeszłości i jak zawsze wyczekuję szczerych opinii, uwag w komentarzach.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz